Niespełna 22000 mieszkańców. Prawie 1000-letnia historia. Małe miasteczko położone ok. 30 km na południe od Stuttgartu, można by pomyśleć, że takich miejscowości u naszych zachodnich sąsiadów jest wiele, jednak Metzingen to szczególna lokalizacja, do której ściągają goście pokonujący setki, a nawet tysiące kilometrów. Bowiem Metzigen to swoista świątynia handlu - miasto outlet jakich na handlowej mapie naszego kontynentu jest mało.

Wszystko zaczęło się wskutek procesu industrializacji okolicy. W XIX wieku do miasta dotarła kolej i rozwinął się przemysł włókienniczy. Prekursorem "myślenia outletowego" była firma Hugo Boss, której siedziba mieści się w tych okolicach. Stworzyła ona Factory Outlet marki, który zaczął przyciągać klientów. W niedługim czasie inne marki (m.in. Joop, Burberry, Reebok, Escada, Bally, Puma, Tommy Hilfiger i inne) zwęszyły w pomyśle dobry biznes i zaczęły lokować swoje sklepy w tym niewielkim miasteczku.

Obecnie miasto skupia ponad 70 międzynarodowych marek oferujących 30-70% rabaty w stosunku do cen regularnych przez cały rok. Miasteczko przez 6 dni od rana do wieczora jest oblegane przez klientów, którzy trafiają tu własnym transportem lub zorganizowanymi wycieczkami. 


http://www.outletcity.com/

W zestawie marek dominuje branża fashion oraz obuwie wraz z akcesoriami. Nie brakuje silnej oferty sportowej i bielizny. 

http://www.outletcity.com/


Miasto zapewnia szereg udogodnień dla klientów. Bezpośredni dojazd specjalnym autobusem ze Stuttgartu, profesjonalną opiekę nad dziećmi w wieku 3-12 lat, rozbudowaną ofertę gastronomiczną i zaplecze hotelowe. W mieście funkcjonują parkingi buforowe na ponad 3500 pojazdów. Opłata za parking wynosi kilka euro za dzień, dalsze parkingi są bezpłatne.

Jest to świetny przykład pomysłu na turystykę zakupową. Proces pozyskiwania marek był z pewnością żmudny i długotrwały, ale obecny kształt tego małego miasteczka zadziwia. Lokalny biznes stara się współgrać z ofertą marek i stwarza dobre zaplecze dla przyjezdnych. Klienci skuszeni dobrą ofertą docierają z dalekich stron, a lokalna społeczność na tym zyskuje. 

Sklepy są zlokalizowane w oddzielnych budynkach lub są zgrupowane. Klienci łączą zakupy pod chmurką z odczuciem zadaszonego centrum handlowego.

Odległości między placówkami nie są duże. Całodzienna eskapada to jednak maraton.

Najpopularniejszym dniem handlowym jest sobota. W niedzielę sklepy są zamknięte.

W miasteczku dominuje ruch pieszy, a klienci przyjeżdżający autem zostawiają swoje pojazdy na parkingach.

W gorący dzień brakuje "parkingów dla panów".

Od Hugo Boss'a wszystko się zaczęło. Jest to najpopularniejszy sklep. Wielu klientów nosi torby zakupowe z ich logo.

Są jednak miejsca, gdzie wydaje się, że jesteśmy w niemieckim, przeciętnym miasteczku.

Tradycyjna zabudowa miesza się z nowoczesnymi rozwiązaniami.

Dla wielu klientów pobyt ogranicza się do 1 dnia, po godzinach zamknięcia parking szybko się wyludnia.

Turystyka zakupowa jest z pewnością kwestią do przemyślenia szczególnie w miejscach nasyconych handlem. Umiejętne zagranie tym pomysłem może sprawić, że lokalny rynek nie będzie zmęczony, tak jak ma to np. miejsce w Poznaniu, a miasto na tym skorzysta. Wymaga to jednak bardzo przemyślanych działań i koordynacji podmiotów komercyjnych z włodarzami miasta. Na przykładzie niewielkiego Metzingen widać, że pomysł sprawdza się w praktyce. Czy w Polsce doczekamy się handlowego miasta? A może jest to jedynie handlowe science-fiction?