Ostatnio pisałam o silnym trendzie buy local, we wpisie wspominałam o nowej poznańskiej inicjatywie - Wolnym Targu. Niedzielny spacer był idealną okazją do tego, by zajrzeć i sprawdzić co w trawie piszczy. Byliśmy we 3 + pies.:) 

Zaskoczyło mnie miejsce i skala wydarzenia. Plus za bezpośrednie sąsiedztwo pawilonu, w którym wystawiane było rękodzieło. Jest to dobra opcja by nabyć oryginalne towary, zrobić sobie manicure lub po prostu schronić się przed deszczem, czy skorzystać z łazienki.


Oferta gastronomiczna była skromna, choć należy mieć na uwadze, ze wydarzenie się rozkręca i potrzebuje nagłośnienia.


Pies był zadowolony:)




My wypiliśmy pyszną kawę z Bike Cafe.


Zamówiliśmy bardzo dobre tarty z Francuskiego Łącznika.


Sprawdziliśmy ofertę rękodzieła. 




Pierwsze koty za płoty.




Ciekawie, chociaż rozczarowali mnie wystawcy z nieco znudzonymi minami, część wpatrzona w swoje smartfony. 





Pod kątem podejścia do klienta o wiele lepiej zaprezentowali się wystawcy gastronomiczni. U nich łatwiej o interakcję z klientem, ale naprawdę uśmiech pomaga przełamać wiele barier.




W kwestii handlowania na powietrzu, dużą rolę odgrywa pogoda. Było zmiennie. Raz słońce, raz wiosenny deszcz.






Podsumowując, impreza ma potencjał. Ma szansę fajnie integrować mieszkańców poznańskich Winograd i ściągać spacerowiczów z Cytadeli. Konkuruje z silnie zakorzenionym w świadomości klientów Targiem Śniadaniowym, ale wszystko przed organizatorami. Trzymam kciuki i pewnie będę wracać, jak będę w pobliżu.