Od jakiegoś czasu widoczny jest coraz silniejszy trend zwracający się ku lokalnym zakupom i wspieraniu rodzimych marek. Nasze życie nabiera coraz więcej znamion dążenia do produktów dobrej jakości, naturalnych, wytwarzanych coraz bliżej miejsca naszego zamieszkania. Jest to myślenie wbrew nastawieniu sieciówek, które nadal eksplorują rynki afrykańskie i azjatyckie w poszukiwaniu taniej siły roboczej, dostarczając nam produkty jednorazowego użytku.

Nie po raz pierwszy zauważam inicjatywy takie jak Babi Targ, Targ Śniadaniowy czy wspierające polskich projektantów projekty 3 stopnie czy Misz Masz. Myślę, że nie tracą one na wartości i aktualności i przyświecają im wspólne cechy:

źródło: pinterest
  • budowanie społeczności
  • stwarzanie miejsca spotkań
  • wzajemna życzliwość i wymiana wartości
  • wspieranie lokalnej twórczości bez względu na to czy są to rękodzieło, kulinaria czy krawiectwo
  • stawianie na jakość
  • dobra obsługa
Dziś o kolejnych przejawach tego trendu, a mianowicie o rozkwicie mobilnej gastronomii opartej o najlepsze składniki, wolnej od "masówy" oraz o Wolnym Targu.


Era foodtruckera to portal scalający wiedzę o mobilnej gastronomii. Znajdują się w nim informacje nt. imprez, mapa polskich foodtrucków i informacje pomocne do zaistnienia w tym biznesie, jeśli ktoś to rozważa. Na trendzie można skorzystać, ponieważ Polacy zwariowali na punkcie ulicznego jedzenia, o czym świadczy wysyp imprez tego typu i liczby prezentowane przez portal: w 2014 roku odbyło się 19 imprez trwających łącznie 24 dni, co najmniej 51300 wielbicieli ulicznego jedzenia wzięło w nich udział, obsłużyło ich 443 foodtrucków i innych ulicznych machin, z których serwowane było jedzenie.

Niestety nie zdążyłam jeszcze osobiście zapoznać się z ideą Wolnego Targu, który jak twierdzą jego organizatorzy realizuje ideę wolnego życia. (...) tak właśnie ma być: wolni ludzie, slow life, slow food, wolna manufaktura! 


Co kryje się pod tym pojęciem? W Poznaniu projekt ulokował się blisko Cytadeli i nie jest tylko wydarzeniem plenerowym. W ogródku można coś zjeść i wypić, a w budynku wystawcy z całego regionu oferują ręcznie wykonaną biżuterię, zabawki,ubrania, bibeloty. Zdjęcie zamieszczone na facebookowym profilu wyglądają zachęcająco:

źródło: facebook.com/wolnytarg

źródło: facebook.com/wolnytarg
źródło: facebook.com/wolnytarg
Jestem ciekawa rozwoju tego nurtu. Impreza po części przypomina obecne w galeriach handlowych jarmarki produktów regionalnych i rękodzieła. Natomiast otoczenie jest zdecydowanie bardziej zachęcające do wypoczynku, relaksu i rodzinnego spędzania czasu.


Cieszę się z takich przejawów rodzimego handlu, który nabiera w moich oczach większej autentyczności i spełnia swoją społeczną rolę. Wraca niejako do swoich korzeni. No i ostatni wniosek, do budowania pozytywnego customer experience potrzebny jest pomysł i pasja i można to robić niskimi nakładami.