Kto z Was nie lubi kawy? Włosi znają się na niej doskonale i dlatego podczas naszego zimowego wyjazdu chętnie korzystaliśmy z ich umiejętności parzenia mistrzowskich odmian kawy. Wyjazd dobiegał końca, dlatego z grupą znajomych po prostu nie mogliśmy opanować się przed ostatnimi odwiedzinami we włoskiej kawiarni. 

Wybraliśmy niewielką, lokalną kawiarnię. Kilka stolików, duży wybór kaw i słodkości. Wokół nas lokalni emeryci wymieniali plotki i zaczytywali się w gazetach. Na to wszystko do lokalu wpada grupa młodych, żądnych kawy i słodyczy Polaków. Oglądając lady chłodnicze pełnie słodkości wybór był trudny. Obsługujący nas sprzedawcy mieli czas i byli bardzo życzliwie nastawieni. Każdy z nas złożył zamówienie. Zdecydowałam się na cappuccino, latte i desery.

- Uno cappuccino, una latte, tiramisu e torta de frutta per favore. - zamawiam łamanym włoskim.


Po kilku chwilach obsługa przynosi zamówienie. Jest moje cappuccino, tiramisu i tort owocowy. Bardzo dziwi nas jednak brak zawartości kawy w zamówionej przeze mnie latte. Trwa debata i mąż decyduje się na podejście do baru i złożenie reklamacji. Włoch wybucha śmiechem, bo w jego mniemaniu wszystko jest w porządku. Przecież zamawiałam latte - spienione mleko, a nie caffè latte. Również zaczynamy się śmiać. Polski skrót myślowy latte=kawa latte we Włoszech nabiera innego znaczenia.

Roześmiany Włoch uzupełnia zamówioną  caffè latte o kawę. Kolejny uratowany poranek.

Cała sytuacja pozwala mi na kilka obserwacji:

  • Obsługa obcokrajowców może przynosić każdego dnia wiele niespodzianek.
  • Warto dopytywać i nie dawać ponosić się rutynie.
  • Dobry humor to lek na wiele nieporozumień.
  • Praca z klientem pozwala na nabycie dystansu do siebie.
  • Warto pić kawę:)