Dziś o tym jak łatwo powrócić do korzeni w środku miasta. Recepta jest prosta: 

1. Skrzyknąć kilku wystawców, którzy oferują fantastyczne jedzenie.
2. Zorganizować im miejsce w parku.
3. Ustawić stoły i stworzyć atmosferę sprzyjającą piknikowaniu.
4. Zaufać Internetowi i poczcie pantoflowej.
5. Modlić się o dobrą pogodę. ;)

Wynik? NA FB ponad 12000 fanów. W realu w każdy weekend tłumy ludzi ciekawych nowych smaków spędzają sobotnio-niedzielne przedpołudnia i popołudnia na wspólnym piknikowaniu.Wystawcy tworzą niesamowity klimat, świadcząc doskonałą obsługę. Ludzie się integrują. Fajnie spędzają czas najmłodsi, bo mają zapewniony kącik zabaw, Całe rodziny przybywają do parku ucząc swoje dzieci, że można spędzać czas inaczej niż przed TV czy Playstation. Idea slow food się upowszechnia, a więc czego chcieć więcej? No może tego, żeby jesień sprzyjała i żeby impreza w nowej miejscówce cieszyła się nadal tak dużą popularnością.

Dla mnie Targ Śniadaniowy jest przykładem tego jak tradycyjny handel może być częścią lokalnej społeczności i realizować ważne funkcje. Jak Wam się podoba?

Poniżej krótka fotorelacja:

Każdy ze stołów nakryty charakterystyczną ceratą w niebieską kratkę. 

Przy stoiskach tłumy poznaniaków. Nie wiadomo na co się zdecydować:).

Na kanapki czeka się nawet 40min. Ale warto. Były przepyszne.

Świeże soki, kawa, tarty, hummus, kanapki, burgery... każdy znajdzie coś dla siebie.

Nalewki, lemioniady, miód, oscypki, tradycyjne i pyszne.

W Paparazzi się uwijali. W polowych warunkach moją uwagę przyciągnął bardzo kreatywny system zamówień: wystarczył sznurek, kartki i... klamerki.

Ciasta, tarty, przekąski i świetna obsługa.

Duży wybór. Nie wiadomo na co się zdecydować.

Piknikowanie, świetna pogoda, luz blues.

Duzi i mali szukali czegoś dla siebie.