Niektórzy pomyślą, że się na to morze uparłam. Ale jak tu nie pisać o wakacyjnych wojażach nad morze skoro za oknem ponad 30 stopni Celsjusza? Tym razem padło po raz kolejny na Pobierowo, którym zachwycałam się w ubiegłym roku.I albo moja mapa się zmieniła, albo po prostu nie spotkałam tych samych ludzi. W dzisiejszym wpisie pragnę podzielić się z Wami sposobami na to jak NIE obsługiwać klientów-turystów, którzy każdego roku tłumnie odwiedzają polskie kurorty.


Pierwsza niespodzianka to rozmowa telefoniczna z panem na polu namiotowym "7 żab". Zapytany o możliwość zarezerwowania pola namiotowego odparł, że "wakacje planuje się z większym wyprzedzeniem i to nie porodówka. Rezerwację zrobić może". Odechciało się rezerwować miejsca na polu, które tak "zachęca". Zwyciężyła jednak jego dobra lokalizacja. Zaryzykowaliśmy. Sam pobyt był ok. Choć początek tego nie zwiastował. 


Wniosek dla wszystkich, którzy żyją z turystyki: bądźcie po prostu mili. Turysta, który do Was dzwoni, przyjeżdża to... Wasze źródło utrzymania. Wszak przy polskich 100 dnia lata naprawdę warto się postarać wykorzystać szansę na zarobek. Zadowolony turysta poleci Wasze usługi swoim znajomym. 


Zakupy w markecie Lewiatan wymagały płatności gotówką (w Lewiatanie?!) jak również wykluczały pobyt w sklepie w towarzystwie małego dziecka. Nie mogę tego zrozumieć, zważając na to, że sklep był w miarę przestronny, a alejki sklepowe przejezdne.Uważałam Pobierowo za miejscowość nastawioną na rodziny z małymi dziećmi. Sklep Lewiatan ewidentnie nie wpisuje się w to podejście. Co więcej, jak ma rodzic z dzieckiem na ręku ma robić zakupy? Nie chcę myśleć o innych wózkach, np. inwalidzkich. Szkoda, bo rodzin z dziećmi w Pobierowie zaobserwować można masę, ilu z tych turystów nie zostawiło grosza w tym sklepie? Wolę nie liczyć.

Komunikat tego typu "na wejściu" nie działa na Waszą korzyść. Zamykacie sobie drogę dostępu do ważnej grupy docelowej jaką są rodziny z dziećmi.






W Pobierowie jest mnóstwo fantastycznych lokali gastronomicznych. Przyznać trzeba, że można spokojnie zjeść coś smacznego w różnych cenach. Każdy znajdzie coś dla siebie. Jednak śniadania w pensjonacie "U Wójta" nie urzeczesz. Okazuje się, że należy takowe zamówić mimo, że w oknie restauracji po oczach daje napis "Śniadania, obiady, kolacje".

Może się mylę, ale czasy "komuny" mamy dawno za sobą i to chyba lokal gastronomiczny powinien zabiegać o klientów, a nie odwrotnie. Kolejne pieniądze przeszły Wójtowi koło nosa. Szkoda.

Staram się nie tracić wiary w polską turystykę i mam nadzieję, że jest nadzieja na zwiększenie świadomości w zakresie obsługi klienta.


A Wy jakie macie doświadczenia z polską bazą turystyczną?