Niedzielny artykuł w onecie.pl  http://wiadomosci.onet.pl/kraj/nie-ma-biedy-z-biedra/bslsf skłonił mnie do zastanowienia się nad fenomenem dyskontów w Polsce. Artykuł Julii Wizowskiej skupia się nad walorami oferty dyskontów takich jak Biedronka czy Lidl. Opisuje wrażenia różnych osób i to jak zmieniła się klientela dyskontów na przestrzeni ostatnich lat.
Moje obserwacje na ten temat są zgodne z większością omawianych elementów:

  • Dyskonty nie są już dla najmniej zamożnej części społeczeństwa.
  • Są wszędzie - ich ekspansja sprawiła, że wzrosła ich dostępność dla klientów.
  • Jakość produktów poszybowała w górę.
  • Oferta zmieniła się - od podstawowych produktów, po delicje.
  • Wystrój sklepów stał się bardziej przyjazny dla klientów.
Z mojego punktu widzenia obszar do pracy dla tych sklepów leży w obsłudze klienta. W Lidlu jest pod tym względem całkiem fajnie, pracownicy przy kasie witają się, są autentyczni i nawiązują dobry kontakt z klientem. Kolejki przy kasie są mniejsze. Choć tego personelu nie widać na pierwszy rzut oka w sklepie. Tego też brakuje mi w Biedronce.  Ilekroć w niej kupuję, przy kasie mam wrażenie "taśmowej obsługi". Sterując ruchem w okolicy kas, pracownicy są wywoływani z sali sprzedaży za pomocą dzwonka, to sprawia, że kasjerzy są tam bardziej skupieni na powrocie do rozładowywania towarów, przyjmowaniu dostaw, etc. Brakuje interakcji z klientem, w podstawowym słowa tego znaczeniu. Kontakt wzrokowy, powitanie, pożegnanie. A w Biedronce pracownicy nie zapominają o "siateczce" - takie jest moje podstawowe skojarzenie związane z obsłuhą w tej sieci. Wszystko to konsekwencja polityki firm - nie wszędzie doświadczenie klienta musi być na 6.

A Wy jak oceniacie swoje doświadczenia z dyskontami?

Żródło grafiki: www.rada.osiedla.wroc.pl