Kobieta około 30 lat wchodzi do sklepu odzieżowego. Sprzedawczyni ochoczo podchodzi do klientki i pada magiczne "W czym mogę pomóc?". Dziewczyna odpala: "Jestem biedna i szukam wsparcia, da mi Pani jakieś pieniądze?" Inny przykład: Elektromarket. Mężczyzna w średnim wieku podchodzi do punktu obsługi klienta. Ekspedientka zapytuje: "W czym mogę pomóc?". On na to: "Kandydatki na żonę szukam..."
Przykładów tego typu można uzbierać dziesiątki. Wszystko za sprawą przeniknięcia do polskiej rzeczywistości handlowej angielskigo zwrotu "Can I help you?". I tu pojawia się zgrzyt. Wyrażenie to zagościło u nas na tyle, że stało się dla niektórych nie do zniesienia. Słychać je w bankach, na stacjach benzynowych, w przychodniach, sklepach i... nie można od niego uciec.
Zatem co ma usłyszeć klient wchodząc do sklepu po standardowym, nienachalnym powitaniu i zauważeniu go? Jak "zagaić"?
Zapraszam do dyskusji. Czy Wy również jesteście zmęczeni "w czym mogę pomóc"? A może warto od niego odejść?
Na początek propozycje zebrane z moich rozmów z ekspertami w dziedzinie obsługi klienta:
  • Jak mogę Panu/Pani/Państwu doradzić?
  • Czego Pan/Pani/Państwo poszukuje(ą)?
  • Czy przyda się krótkie wprowadzenie?
  • Czy przyda się drobna pomoc?
  • Czy jakoś mogę przybliżyć naszą ofertę?
  • Jestem do Pana/Pani/Państwa dyspozycji.